In vitro

Temat, który ostatnio zajmuje chyba najwięcej miejsca w dyskusjach publicznych, to kwestia regulacji prawnych jakim ma być poddana metoda zapłodnienia, czy jak ktoś woli poczęcia dziecka – in vitro. Myślę, że nie jestem wyjątkiem wśród posłów, który znajduje się pod presją. Wiem też, że w którymś momencie będę musiała nacisnąć guzik w głosowaniu.

Jako poseł przyczyniam się do tworzenia prawa, które ma służyć wszystkim. Tak rozumiem moją powinność i odpowiedzialność w głosowaniach. To, że in vitro wymaga uregulowań prawnych, wiedzą nawet najzagorzalsi przeciwnicy metody. Bezprawie jest najlepszym klimatem do rozwoju doświadczeń, które wykraczają daleko poza ramy etyczne. A co się dzieje obecnie zarodkami? Kto to wie..

Rzeczywiście w Platformie Obywatelskiej rozpoczęła się konkretna dyskusja na ten temat. I bardzo dobrze. Bardzo dobrze, że powstał specjalny zespół, który wypracuje jeden projekt. Byłam na posiedzeniu KP PO w Jachrance i mimo różnicy zdań jaka jest w naszej grupie, nie obawiam się, że dojdzie z tego powodu do rozłamu. Różnimy się w wielu kwestiach, nie tylko in vitro, bo taka jest specyfika Platformy. Nikt z nas nie boi się wypowiadać własnych opinii ze strachu, że zostanie wyrzucony. Nie boję się też, że zostanę zmuszona do głosowania wbrew własnemu sumieniu. Jeśli będzie takie głosowanie – złamię dyscyplinę i zapłacę karę. Nie robię z tego powodu karty przetargowej, że tematy natury światopoglądowej nie powinny być obejmowane dyscypliną, bo to nieetyczne i na znak protestu odchodzę z grupy. Każdy z nas podejmując decyzję o drodze politycznej musiał zdecydować się na asymilację z konkretną partią polityczną, z określonym programem. To są konsekwencje. Chcesz być indywidualistą – nie wybieraj polityki.

Wracając jednak do tematu, czekam oczywiście na finalny kształt platformowego projektu ustawy. Ciągle mam wiele pytań, wątpliwości. Wiem jednak, że nie zagłosuję za wprowadzeniem całkowitego zakazu stosowania in vitro. A już karanie uważam za absurd.

Już słyszę głosy, że jako katolik popełniam grzech śmiertelny występując przeciw prawu bożemu. A ja nie uważam, że głosując „za” metodą in vitro zmuszam kogokolwiek do korzystania z tej metody. Daję wybór. Sama nie wiem jak ja, osoba wierząca, zachowałabym się, gdybym poddana była takiej próbie. Na szczęście nie musiałam takich decyzji podejmować – mam dzieci i może dlatego jestem w stanie zrozumieć rodziców rozpaczliwie starających się o własne dziecko. Uważam, że rodzice mają prawo do zdecydowania o tym we własnych sumieniach. Natomiast rolą Kościoła Katolickiego powinny być takie działania, które będą pomagały podejmować wiernym decyzje zgodne z prawem boskim. Nazwałabym je budzeniem sumień. Ale, to nie powinno być rolą Parlamentu! Nie można zastępować sumienia prawem.

Refundować, czy nie? Nie wiem, czy obecnie nasze państwo stać na poniesienie takich kosztów. Na ten temat musi jednoznacznie wypowiedzieć się minister finansów. Jeśli decydujemy się na finansowanie czegoś z budżetu, musi się to odbyć kosztem czegoś innego. Pytanie: kosztem czego?