Dlaczego nie głosowałam

Moje stanowisko do przepisów związanych z aborcją pozostaje bez zmian – jestem za utrzymaniem tzw. kompromisu. Kiedy ponad rok temu organizowałam w Skierniewicach „Czarny protest” robiłam to pod hasłem „Szanujmy kompromis” – widać to na zdjęciach, takich udzielałam wypowiedzi i nie zmieniłam swojego zdania, mimo fali ataków i nieprzychylnych wówczas dla mnie komentarzy. Wtedy wychodziłam na ulice, aby bronić kobiety przed wprowadzeniem przepisów całkowicie zakazujących aborcję.

Teraz do Sejmu trafił projekt szeroko liberalizujący obowiązujące przepisy i drugi częściowo je zaostrzający. Przeczytałam obydwa projekty. Byłam na debatach.

Na macierzyństwo patrzę , jak na coś wyjątkowego i nazywanie go przez panią Nowacką reprodukcją razi mnie wyjątkowo. Osobiście nie akceptuję aborcji jako swoistego środka antykoncepcyjnego, ale rozumiem, że inni mogą mieć odmienne zdanie. Natomiast jako matka nie wyobrażam sobie, aby 15-latka, w Polsce, samodzielnie podejmowała decyzję o przerwaniu ciąży.

Z drugiej strony, wiem, jak ciężkie są przeżycia i trudne decyzje osób, które dowiadują się, że ich dziecko będzie upośledzone. Nie jestem w stanie zrozumieć zmuszania kobiety do heroizmu ponad miarę, co w sposób bezduszny, bez empatii robiła pani Godek.

Dlatego obowiązujące prawo uważam za wartość. Być może emocje wzięły górę i dlatego nie zachowałam się jak polityk. Nie wzięłam udziału w głosowaniu. Mogłam wstrzymać się od głosu, co byłoby wypełnieniem obowiązku poselskiego, ale według mnie wstrzymanie jest przekazem swojego niezdecydowania, a ja mam określony pogląd na tę kwestię.

Można mówić, że to głosowania techniczne i jako projekty obywatelskie należało je skierować do dalszych prac w komisji. Tak, tylko przy obecnej większości parlamentarnej, znając jej poglądy i styl procedowania ustaw, projekt wyraźnie ograniczający prawa był na z góry uprzywilejowanej pozycji i nie chciałam go wzmacniać. Z kolei dyscyplina głosowania wprowadzona przez mój klub nakazywała mi poparcie tylko tego drugiego projektu.

Może popełniłam polityczny błąd, ale mam poczucie, że nie poparłam czegoś z czym się nie mogę zgodzić i co ważniejsze, nie wzięłam udziału w cynicznej rozgrywce, w której wykorzystuje się nienarodzone dzieci .

Nie mam też żadnych wątpliwości, jaką rolę miał odegrać projekt przedstawiany przez Barbarę Nowacką. „Ratujmy kobiety” przecież nie ma najmniejszych szans w tym sejmie. Lewica chce wrócić do parlamentu, tylko czemu w taki sposób? I jak tu teraz razem protestować przeciwko zakusom PiS?

Dorota Rutkowska